wtorek, 1 lipca 2008

OpenSolaris 2008.05

Około dwa tygodnie temu zamówiłem darmową kopię OpenSolarisa 2008.05. Miało dojść w czasie od 5 do 7 dni, więc trochę się spóźniło, ale to nie jest ważne. Nareszcie mogłem wypróbować ten system. Tak, wiem, że mogłem ściągnąć go z Internetu.

Pachnąca nowością koperta nadeszła dzisiaj około południa, prosto z USA. Zawierała jedną płytę, z OpenSolarisem. Nie czekałem długo, włożyłem krążek do napędu i uruchomiłem komputer ponownie.

Najpierw przywitał mnie GNU GRUB, który pozwolił mi wybrać między trybem tekstowym a graficznym. Wybrałem oczywiście tryb graficzny, ponieważ tekstowy raczej niewiele różnił się od tego w moim Ubuntu. Niestety OS nie uruchomił się za pierwszym razem, więc musiałem zresetować komputer.
Za drugim razem poszło już lepiej. Przed uruchomieniem trybu graficznego zostałem poproszony o wybór układu klawiatury (tutaj oczywiście polski) i języka (tutaj polskiego zabrakło, więc wybrałem angielski).

Początkowo system działał powoli, nieco ociężale, ale to najprawdopodobniej wina tego, że był uruchomiony z LiveCD. Później wszystko chodziło płynnie. No, prawie wszystko. OpenSolaris nie był w stanie odnaleźć sterowników do mojej karty sieciowej. Pierwsza myśl - poszukam czegoś w Internecie. I wtedy kubeł zimnej wody: Internet nie działa, bo nie ma sterowników do karty sieciowej. To wykluczało OpenSolarisa jako zastępcę Ubuntu na moim komputerze.
Bardzo nie spodobała mi się jeszcze jedna rzecz: "polski" układ klawiatury w OS miał tyle wspólnego z polskim maszynistki/programisty, że można było przy jego pomocy napisać polskie ogonki, ale niektóre z nich tylko w wersji małej. Gdyby chodziło tylko o ę, ą i ń, to jeszcze bym przecierpiał, bo Ę, Ą i Ń się nie używa. Ale kiedy okazało się, że "ż" oraz "ś" także występują jako małe litery, załamałem się. Widocznie nikt nie przewidział, że ktoś będzie chciał napisać "Żurawina jest pyszna" lub "Świszcząca maskotka - to jest to!".

Oczywiście OpenSolaris posiada także zalety. Po pierwsze, bez problemu wykrył i zainstalował sterowniki do mojej karty graficznej, dzięki czemu mogłem cieszyć oczy efektami pulpitu prawie od samego początku korzystania z systemu - wystarczyło je aktywować.
Inną przewagą OS nad Ubuntu jest to, że działał mi mikrofon! I
to bez żadnych dodatkowych kombinacji typu aktualizacja jądra i wkompilowywanie na stałe jakiś bibliotek. Na Ubuntu do tej pory nie udało mi się nakłonić mikrofonu do współpracy - a tu proszę! Nie musiałem nawet uruchamiać Regulacji Głośności.
Spodobała mi się także konfiguracja Compiza - efekty były naprawdę miłe dla oka. A jeżeli coś było nie tak, to od razu mogłem to zm
ienić, bo CompizConfig Settings Manager był dostępny od razu po instalacji - ostatnio odnoszę wręcz wrażenie, że tylko Ubuntu tego nie posiada.


Podsumowując - OpenSolaris jest świetnym systemem, na pewno o wiele bardziej przyjaznym użytkownikowi niż Linux. Szkoda tylko, że cała jego magia pryska, gdy brakuje sterowników do karty sieciowej. Gdyby nie to, przebolałbym nawet brak języka polskiego (który pewnie mógłbym doinstalować, bo przecież to głównie paczki gnome, a nie OSa) czy dziwny układ klawiatury.

Nadal nie mogę doczekać się testu systemów z rodzin *BSD i MacOS. Szkoda tylko, że sprawdzenie tego drugiego nie nastąpi zbyt szybko, za to za pierwszy wezmę się chyba od razu.


PS: Screeny z testu OpenSolarisa dorzucę w przyszłości (za 2-3 dni).

1 komentarz:

Mateusz Urbanowicz pisze...

dzięki za cynk odnośnie Moleskina.

PS fajny tekst o Open Solarisie :)